15/05/2020
Jednym z prostszych pojęć polskich, które trudno przełożyć na angielski, jest „orzecznictwo”.
Niektórzy — kierując się przykładem unijnym — tłumaczą je „case law”, co na gruncie polskiego systemu prawnego stanowi błąd rzeczowy. Jest tak dlatego, że system źródeł prawa jest w Polsce zamknięty (art. 87 Konstytucji) i obejmuje tylko Konstytucję, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe, rozporządzenia i akty prawa miejscowego.
Można natomiast tłumaczyć jako „case law” orzecznictwo tych sądów, których orzeczenia rzeczywiście (czyli zgodnie z odnoszącymi się do nich normami ustrojowymi danego systemu) stanowią źródła prawa. Dlatego na przykład w stosunku do sądów angielskich i amerykańskich, o których orzecznictwie ktoś wspominałby po polsku, tłumaczenie „case law” oczywiście ma uzasadnienie. Nie budzi też zastrzeżeń w przypadku ETS-u, ETPCz itd. Ale w stosunku do sądów polskich i wielu innych kontynentalnych — nie da rady.
Argument, że takie sformułowanie pojawia się w aktach unijnych, nie ma znaczenia. Akty unijne nie regulują systematyki polskiego systemu źródeł prawa i nie są właściwe w tym zakresie — nawet nie próbują zresztą być. To jest po prostu błędne tłumaczenie, porównywalne z ustawicznie popełnianą omyłką p*sarską, a nie ocena wartościująca. Równie dobrze można byłoby się upierać, że skoro gdzieś nap*sano „Sąd Najwyrzszy”, to ortografię trzeba zmienić.
Innym typowym tłumaczeniem jest „jurisprudence”. Zakres rzeczowy jednak nie pokrywa się, a poza tym nie jest zbyt jasny.
Bezpiecznym tłumaczeniem mogą być „previous decisions”, „existing decisions”, „body of decisions” („decision” tutaj znaczy „orzeczenie”), „line of judgments” (jeżeli pojęcie „linii orzeczniczej” znajduje w danym przypadku zastosowanie), ewentualnie inne tłumaczenia op*sowe. Trzeba oczywiście zwracać uwagę na kontekst — nie można bezrefleksyjnie podstawiać ze słownika.
Przy okazji — tłumaczenie „precedents” zasadniczo nie będzie poprawne, chyba że ktoś po polsku p*sał o precedensach, wówczas trudno próbować być świętszym od papieża. Jednak nawet po angielsku, jeżeli dany sąd nie ma mocy stanowienia precedensów — a na przykład niższe sądy angielskie nie mają — wówczas mówienie o precedensach stanowi błąd rzeczowy. To samo musi dotyczyć orzeczeń polskich, skoro zgodnie z naszym prawem nie mają one statusu wiążącego precedensu w typ znaczeniu.
Za ważną rzecz uważam unikanie kształtowania błędnych przekonań o tym, jak jest zbudowany i jak działa polski system prawny — nie wspominając już o tym, że tłumacz tak czy owak nie ma prawa wprowadzać do tekstu błędów rzeczowych, a z obowiązku staranności w doradztwie prawnym też można wyprowadzić analogiczny wniosek.