Łukasz Gos-Furmankiewicz, Polish Legal Translator

Łukasz Gos-Furmankiewicz, Polish Legal Translator Łukasz Gos-Furmankiewicz is a PolishEnglish freelance translator specialising in law and high-quality writing.

Łukasz Gos is one of the few somewhat recognisable translators who are openly bidirectional, i.e. translate in both ways between two language, as en exception from the general modern tendency to translate exclusively into one's own native language. This, however, requires a much greater degree of linguistic competence and writing skills than is simply sufficient to communicate. In addition to all

sorts of contracts, litigation, statutes, law reviews and other legal works which need translating, Łukasz Gos's translation practice is currently experience a growing focus on lawyer websites and marketing materials. This coincides with Łukasz Gos's past as an Internet journalist and the present condition of being a sort of maverick writer with a style that's now classical now witty but always sharp and confident, which suits that kind of task just right. In any setting which he enters for his clients, Łukasz Gos benefits from his particuarly wide range of current and past, active and fading, rising and recurring personal interests and a rich, unique composition of personal experience of several fields (from IT to philosophy, from religion to entertaiment), which has brought him where he currently is and is carrying him onward. Having coded since the ripe age of 13 and tinkered with hardware for the sheer fun of it, Łukasz Gos nonetheless still believes in a translation practice which focuses on actually translating rather than overemphasising the importance of technical tools, forget simple gadgetry. So forget also about the industry-standard diatribe of 'cutting edge technology', which is sometimes not even what it claims to be with, to begin with. In addition, while being a sensitive sort of person in general, Łukasz Gos also believes in doing a good job rather that stroking egos and delivering raw serotonin under the guise of client-centred service. In his own words, he deals in translation, not in fuzzies or fuzzy feelings.

„Morskie panny alarmowe” — taki jest skutek, gdy ktoś myśli w jednym języku, a p*sze w drugim, ewentualnie próbuje tłuma...
22/09/2020

„Morskie panny alarmowe” — taki jest skutek, gdy ktoś myśli w jednym języku, a p*sze w drugim, ewentualnie próbuje tłumaczyć ze słownikiem w ręku. W tekstach prawniczych takie błędy mogą być trudniejsze do uchwycenia i nie aż tak rażące, jak „Denmark from chicken”. Jednak nawet jeśli tego typu przykłady przyjąć za 10 w skali od 0, to już wynik na 5 należałoby uznać za poważny problem, a i 3 to też nie byłaby drobna literówka. A takich sytuacji nie jest mało — są one regułą, gdy tłumaczy się oszczędnościowo, zlecając teksty osobom niebędącym zawodowcami, mającym ograniczoną znajomość języka, często również wybierając osoby najmłodsze stażem, najmniej do tego przygotowane.

16/09/2020

Wbrew popularnym nawykom nie należy tłumaczyć „oskarżyciela posiłkowego” jako „subsidiary prosecutor”. Jest tak dlatego, że w polskim prawie karnym istnieje instytucja oskarżyciela subsydiarnego — oskarżycielem posiłkowym subsydiarnym (patrz art. 55 § 1 k.p.k. ) jest pokrzywdzony wnoszący subsydiarny akt oskarżenia „w razie powtórnego wydania postanowienia o odmowie wszczęcia lub o umorzeniu postępowania” (czyli drugie takie postanowienie po uchyleniu pierwszego przez sąd).

01/08/2020

Czasami prawnicy i tłumacze zastanawiają się, jak ująć po angielsku np. „dwa lata pozbawienia wolności”, nie dochodząc do satysfakcjonujących wniosków. Decyzja jest tu faktycznie przedmiotem pewnych trudności, a ostatecznie — kompromisów.

Najbardziej naturalną formą stosowaną w urzędowych dokumentach powstających po angielsku jest „(two, five itd.) years' imprisonment”, co oczywiście odbiega od polskiej gramatyki, bo u nas jest „dwa lata kogo? czego? pozbawienia wolności”, a nie „pozbawienie wolności kogo? czego? dwóch lat”. Logika myślenia po angielsku jest jednak inna niż logika myślenia po polsku i między innym na tym właśnie polega naprawdę profesjonalne — czyli po prostu zawodowe — tłumaczenie. Z kolei będąc prawnikiem pracującym po angielsku, fajnie jest mieć tego typu zwroty obcykane — jest to wtedy już nieco wyższa półka obsługi prawnej w (idiomatycznym) języku obcym.

Oczywiście może się ktoś zżywać, że to nie jest więzienie, uwięzienie itd., lecz „pozbawienie wolności”. Owszem, pamiętajmy jednak, że polski krajowy żargon nie ma charakteru międzynarodowego. Nasze zwyczaje wynikające ze specyficznego języka naszych ustaw nie będą zrozumiałe dla ludzi z innych krajów.

Do analiz karnistycznych oczywiście można byłoby tłumaczyć „deprivation of liberty” — nawet ze składnią typu „(the penalty of) two years of” ze względu na precyzję, jednak na takim poziomie samo ryzyko pomyłki, niezrozumienia i tak jest znikome ze względu na poziom wiedzy uczestników tego typu dyskursu.

Pomijamy również polską „karę” — logika myślenia po angielsku jest taka, że przecież więzienie to nie nagroda, więc ta „kara” to tylko szum informacyjnym, a nawet tautologia. Bierzemy brzytwę Ockhama* i tniemy.

Kiedy już ktoś dostaje wyrok — możemy powiedzieć „two years in prison”.

(* Po angielsku „Occam's razor” — najczęściej stosowana p*sownia nazwiska czternastowiecznego franciszkanina jest nieco inna niż u nas).

13/06/2020

Nieco problematycznym w tłumaczeniu a bardzo często używanym w polskich dokumentach słowem jest „czynność” — której zastosowania w technicznym żargonie dobrze obrazuje autentyczne „jedziemy na czynność”, które można usłyszeć w pobliżu radiowozów. ;) No i jak to tłumaczyć?

Upieranie się przy „activity” mogłoby mieć sens w skrajnie analitycznych sytuacjach (chyba że mówimy o „czynnościach” w liczbie mnogiem, np. „czynnościach organu”, „czynnościach w sprawie”, wtedy tak, „activities”), natomiast tak na co dzień uważałbym to za rozwiązanie mało cywilizowane — toporną i niezrozumiałą kalkę, która nie wykonuje zadania komunikacyjnego stawianego przed tlumaczeniem czy też p*smem tworzonym od razu po angielsku.

Na szczęście nie musimy po takie rozwiązanie sięgać. W brytyjskiej angielszczyźnie wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania mówi się na to „process”. I tak należy moim zdaniem „czynność tłumaczyć”.

Obawa skojarzenia z polskim „procesem” byłaby tutaj niewłaściwa, bo oczywiście proces tłumaczy się zupełnie inaczej (sformułowanie „due process” jest tu izolowanym wyjątkiem).

Zależnie od sytuacji moglibyśmy ewentualnie użyć słowa „procedure”.

Warto jednak pamiętać, że po angielsku nie dodajemy tej „czynności” wszędzie (polska praktyka szasta nią, nie przymierzając, jak rodzajnikiem) — nie ma czegoś takiego jak polska „czynność przeszukania”, „czynność zatrzymania” itd., tylko po prostu mówi się „search”, „seizure”, „arrest”, „detention” itd.

Analogicznie nie będzie się śledczy anglojęzyczny bawił w „prowadzone przeze mnie”, tylko powie po prostu „my search”.

06/06/2020

Charakterystycznym akcentem w polskich tekstach tłumaczonych na angielski bywa „najniższa możliwa liczba”.

Czy „liczbę” trzeba tu tłumaczyć?

Nie!

„Liczba” sygnalizuje tutaj policzalność i jest tutaj nieco sztucznym dodatkiem wynikającym z braku możliwości załatwienia sprawy jednym słowem w typowej potocznej polszczyźnie.

… Angielski zaś nie ma tego problemu — dajemy „as few as possible”, gdzie różnica między „few” (policzalność) a „little” (niepoliczalność) załatwia sprawę.

Analogicznie — „mniejsza liczba ludzi” to w typowym, normalnym tekście użytkowym po prostu „fewer people”.

Dlaczego uznałem za potrzebne tym się podzielić?

Dlatego, że takie smaczki są wyznacznikiem idiomatycznego tłumaczenia wykonywanego z głową, bez zadawania gwałtu językowi docelowemu.

W swojej pracy, co prawda bez patosu, ale postrzegam je jako coś definiującego. Czasem mówię żartobliwie o „brain-assisted translation” (wspomaganie ludzkim mózgiem zamiast technologią), a to jest dobry przykład tego, o co w tym chodzi.

Jest to coś totalnie wbrew typowemu w dzisiejszych czasach taśmowemu podejściu do tłumaczenia.

27/05/2020

W tłumaczeniach związanych z „sądówką” często pojawia się sygnatura akt. Jak ją tłumaczymy?

Możemy ją przetłumaczyć na wiele sposobów, a jednym z nich — często najlepszym — jest po prostu pominięcie.

Natywne odwołania do orzecznictwa często mają taką postać: „Case C-123, Smith v. Jones, [Sąd, publikator itd.]”.

Z reguły nie ma „refów”, „no.” itd. Słowa „case” też często nie ma.

Również po polsku w cytatach z orzecznictwa często nie podaje się tej sygnatury — „wyrok SN z dnia X, I CKN 123/4567”, ewentualnie w nawiasie ONSA itd. Bez słowa „sygnatura akt”, które niezbędne jest właściwie tylko w nagłówkach p*sm w konkretnej sprawie, choć faktycznie występuje w cytowaniach szerzej.

Nie ma co jednak o nie kruszyć kopii, a już zupełnym nieporozumieniem jest traktowanie tłumaczenia „sygnatury” jako wielkiego sprawdzianu wiedzy i umiejętności.

Jest to kwestia o tak trywialnym znaczeniu, że ledwie warta tych kilku minut poświęconych na lekturę tego wp*su. ;) I to jest właściwie najważniejsza część odpowiedzi na pytanie. :) To naprawdę nie ma znaczenia.

27/05/2020

Chciałbym podzielić się takim kazusem: wszyscy wiemy, jak nieprzychylnie osoby wrażliwe językowo nastawione są do ciągów dopełniaczowych, zbędnych powtórzeń i językowej „waty”, nie lubią też słów typu „realizacja”.

Czasami jednak estetyka musi ustąpić precyzji przekładu.

Czasami na angielski polskie „wykonanie” tłumaczyć wypadnie jako „completion”, a nie „performance”. Czasem może nawet wyjść z tego cała fraza, a nie tylko jedno słowo.

Ale i w drugą stronę — czasami, w skrajnych sytuacjach, może być uzasadnione nawet „ukończenie realizacji projektu”.

Dlaczego?

Dlatego, że wykonanie to jednak nie byłoby to samo, a mogłoby wprowadzić czytelnika w błąd.

Wykonanie projektu” mogłoby kojarzyć się z jego sporządzeniem — zwłaszcza, gdy nie wiemy, o jaki rodzaj projektu chodzi.

„Ukończenie” — to samo.

„Zakończenie” — nie wiadomo, z jakim rezultatem, bo może np. przerwanie i wycofanie się z niego.

„Wdrożenie” mogłoby mylić się z uruchomieniem realizacji.

… W efekcie całkiem świadomie dałem dzisiaj nie dość, że „ukończenie realizacji”, to jeszcze „do końca” (i nie „przed końcem”, bo do samego końca byłoby okay, w sensie 23:59 ostatniego dnia terminu) danego terminu.

Puryzm merytoryczny musi mieć pierwszeństwo przed puryzmem czysto lingwistycznym, zwłaszcza w płaszczyźnie stylu.

Z moich obserwacji wynika, że często osoby niebędące prawnikami, lecz wykonujące tłumaczenia prawnicze, mają z takim poziomem precyzji duży problem, trudno jest im przyjąć go za uzasadniony, a nawet jeśli rozumieją jego zasadność, to i tak zaznacza się taki trudny do przełamania wewnętrzny opór. No ale trzeba go umieć przełamać. Właściwie to umieć nie trzeba — wystarczy zrobić. ;)

Czasem po prostu mówi się trudno. Tym bardziej, jeśli dany fragment i tak nie najgorzej brzmi.

15/05/2020

Jednym z prostszych pojęć polskich, które trudno przełożyć na angielski, jest „orzecznictwo”.

Niektórzy — kierując się przykładem unijnym — tłumaczą je „case law”, co na gruncie polskiego systemu prawnego stanowi błąd rzeczowy. Jest tak dlatego, że system źródeł prawa jest w Polsce zamknięty (art. 87 Konstytucji) i obejmuje tylko Konstytucję, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe, rozporządzenia i akty prawa miejscowego.

Można natomiast tłumaczyć jako „case law” orzecznictwo tych sądów, których orzeczenia rzeczywiście (czyli zgodnie z odnoszącymi się do nich normami ustrojowymi danego systemu) stanowią źródła prawa. Dlatego na przykład w stosunku do sądów angielskich i amerykańskich, o których orzecznictwie ktoś wspominałby po polsku, tłumaczenie „case law” oczywiście ma uzasadnienie. Nie budzi też zastrzeżeń w przypadku ETS-u, ETPCz itd. Ale w stosunku do sądów polskich i wielu innych kontynentalnych — nie da rady.

Argument, że takie sformułowanie pojawia się w aktach unijnych, nie ma znaczenia. Akty unijne nie regulują systematyki polskiego systemu źródeł prawa i nie są właściwe w tym zakresie — nawet nie próbują zresztą być. To jest po prostu błędne tłumaczenie, porównywalne z ustawicznie popełnianą omyłką p*sarską, a nie ocena wartościująca. Równie dobrze można byłoby się upierać, że skoro gdzieś nap*sano „Sąd Najwyrzszy”, to ortografię trzeba zmienić.

Innym typowym tłumaczeniem jest „jurisprudence”. Zakres rzeczowy jednak nie pokrywa się, a poza tym nie jest zbyt jasny.

Bezpiecznym tłumaczeniem mogą być „previous decisions”, „existing decisions”, „body of decisions” („decision” tutaj znaczy „orzeczenie”), „line of judgments” (jeżeli pojęcie „linii orzeczniczej” znajduje w danym przypadku zastosowanie), ewentualnie inne tłumaczenia op*sowe. Trzeba oczywiście zwracać uwagę na kontekst — nie można bezrefleksyjnie podstawiać ze słownika.

Przy okazji — tłumaczenie „precedents” zasadniczo nie będzie poprawne, chyba że ktoś po polsku p*sał o precedensach, wówczas trudno próbować być świętszym od papieża. Jednak nawet po angielsku, jeżeli dany sąd nie ma mocy stanowienia precedensów — a na przykład niższe sądy angielskie nie mają — wówczas mówienie o precedensach stanowi błąd rzeczowy. To samo musi dotyczyć orzeczeń polskich, skoro zgodnie z naszym prawem nie mają one statusu wiążącego precedensu w typ znaczeniu.

Za ważną rzecz uważam unikanie kształtowania błędnych przekonań o tym, jak jest zbudowany i jak działa polski system prawny — nie wspominając już o tym, że tłumacz tak czy owak nie ma prawa wprowadzać do tekstu błędów rzeczowych, a z obowiązku staranności w doradztwie prawnym też można wyprowadzić analogiczny wniosek.

30/07/2019

Prokury i prokurenci często sprawiają problemy tłumaczom, prawnikom, użytkownikom i krytykom tłumaczeń. W wolnym tłumaczeniu przyzwyczailiśmy się do „commercial proxy”, nie jest to jednak tłumaczenie ścisłe.

Techniczne tłumaczenie prokurenta jako „procurist” jest poprawne.

Jakkolwiek łac. procurator byłby przesadą, to procura holder też „przejdzie” i będzie jednoznaczny — nawet jeśli nie jest to tłumaczenie powszechnie przyjęte. Prawdę powiedziawszy, widziałem je tylko w swoich tłumaczeniach.

Ma ono tę zaletę, że „procurę” można pochylić jako zwrot łaciński, co w tekście prawniczym od razu kojarzy się z łaciną i jesteśmy w domu.

Pochylona łacińska procura to też najbardziej chyba sensowne i najelegantsze tłumaczenie prokury w sytuacjach, w których commercial proxy nie jest wystarczająco jednoznaczne.

Warto pamiętać, że różnych -entów, -orów, uprawnionych itd. można tłumaczyć rzeczownikiem złożonym jako holders dla wygody czytelnika i uniknięcia trudnych wyrazów, zwłaszcza neologizmów (nawet tych zgodnych z normalnymi zasadami słowotwórstwa).

I odwrotnie, kłopotliwe nazwy instytucji też można tłumaczyć jako prawo lub status tego czy tamtego (osoby). Nie jest powiedziane, że jednemu wyrazowi musi zawsze odpowiadać jeden wyraz.

Z grupy tłumaczeniowej — wydział prawa zleca tłumaczenie „wysoko specjalistycznych tekstów prawniczych” po najniższej ce...
04/04/2019

Z grupy tłumaczeniowej — wydział prawa zleca tłumaczenie „wysoko specjalistycznych tekstów prawniczych” po najniższej cenie, w przyspieszonym terminie (25 stron w 7 dni kalendarzowych), bez możliwości wydłużenia terminu w razie kumulacji tekstów. Do tego korekta przez native speakera, który nie musi być prawnikiem ani mieć żadnych szczególnych kwalifikacji — profesjonaliści wiedzą, co taki zenek potrafi zrobić z tekstem specjalistycznym czy nawet tekstem literackim. Wedle zapłaty będzie jakość, a potem winni będą wszyscy, tylko nie ten szczędzibuła, który wpadł na pomysł autodestrukcyjnego oszczędzania w połączeniu z konceterm życzeń i utratą kontaktu z rzeczywistością. Jeśli ogłoszę, że chcę kupić dwuletniego mercedesa za 10 tys. zł, to jeszcze nie znaczy, że ktoś tę ofertę przyjmie. A jeśli przyjmie — to ciekawe, w jakim stanie i jakiego pochodzenia go dostanę. Nie można się zasłaniać oszustwem ze strony podmiotu trzeciego, kiedy samemu postępuje się w tak nieodpowiedzialny sposób.

Teraz jeśli ktoś się zastanawiał kiedyś, dlaczego teksty w polskich p*smach naukowych są tak kiepsko tłumaczone, skąd się takie kiepskie tłumaczenia biorą, no to ma odpowiedź.

04/02/2019

A skoro już o nieoczywistych odpowiednikach — „przep*sy” blisko odpowiadają funkcjonalnie „laws and regulations” i odwrotnie.

Warto zwrócić uwagę, że ani „przep*sy” (-p*s-, -scrib-), ani „laws” (co do zasady „ustawy”) nie wydają się w normalnej sytuacji obejmować norm pochodzenia innego niż stanowione (tj. legislacyjne), p*sane. Ich pole semantycznego jednak niekoniecznie wyklucza precedensowe wyroki itp.

Kiedy jednak mówimy przez „law” w l.poj. o systemie prawa, angielskie „law” obejmuje mało że orzeczenia sądów, to nawet — w szczególnych przypadkach — autorytatywne podręczniki akademickie (books of authority). W prawie kontynentalnym w teoretycznej ortodoksji narusza to zamknięty katalog źródeł prawa powszechnie obowiązującego, a w praktyce jeśli mówimy o „prawie polskim” czy „prawie francuskim”, mamy też na myśli taką praktykę jego stosowania jak orzeczenia sądów najwyższych.

Tak czy owak — zamiast mechanicznie dawać „przep*sy”, warto czasem rozważyć „normy prawne”.

Skoro już o „powszechnie obowiązującym” — „generally applicable” / „universally applicable”. Ale „sądy powszechne” to już „common courts”.

Chciałbym też podzielić się niebezpiecznym brytyjskim false friendem — „contract of service”. Nie jest to umowa o świadc...
04/02/2019

Chciałbym też podzielić się niebezpiecznym brytyjskim false friendem — „contract of service”. Nie jest to umowa o świadczenie usług (contract for services, mandate, „zlecenie”). Jest to umowa o… pracę.

In addition to defining IR35 status, contracts ‘of service’ and ‘for services’ bring rights and responsibilities for contractors and employees.

Adres

Warsaw
03-214

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Łukasz Gos-Furmankiewicz, Polish Legal Translator umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Łukasz Gos-Furmankiewicz, Polish Legal Translator:

Udostępnij